Trochę kultury. Tylko trochę.

Prawie blog. Prawie krytyczny. Prawie o filmach.

Szedł, szedł i zabłądził. Hobbit: Pustkowia Smauga, reż. Peter Jackson.

2 komentarze

Tak po prawdzie to nie mogę sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz miałem taki problem z odpowiednim podejściem do recenzowania filmu. Przez cały seans drugiej części „Hobbita” próbowałem nie oceniać filmu z perspektywy materiału adaptowalnego: i mówię tu zarówno o książkach Tolkiena jak i poprzednich ekranizacjach Jacksona. Reżyser po raz kolejny, korzystając ze świetnego warsztatu i ogromnego budżetu, pokazał, że świetnie się czuje w scenografiach Johna Howe’a i Alana Lee i mógłby o Śródziemiu kręcić filmy przez następne dwie dekady. Inna sprawa, czy wciąż więcej tego samego jest odpowiednio strawne dla widza – obawiam się, że przy kolejnej części „Hobbita” moje postrzeganie jacksonowskiego świata spłaszczy się do dwóch, może trzech charakterystycznych motywów, które doszczętnie rozmyją już i tak nadszarpane różnice pomiędzy poszczególnymi obrazami tolkienowskich krain. 

Tak naprawdę, bez specjalnej złośliwości, uważam, że druga część „Hobbita” powinna nosić podtytuł „Zamiast”. Zamiast Arweny – Tauriel; zamiast umierającego Froda ratowanego przez elfkę jest umierający Kili ratowany przez elfkę; zamiast mezaliansu Arwena-Aragorn mamy mezalians Tauriel-Legolas, również z niechętnym ojcem w tle; zamiast Gandalfa uwięzionego w Isengardzie mamy Gandalfa uwięzionego w Dol Guldur, zamiast Grimy Gadziego Języka jest Alfrid, zamiast krasnoludów uciekających tunelami przed sforą Króla Goblinów są krasnoludy uciekające – w równie absurdalny i pomstę do valarskich bogów wołający – beczkami w spienionej rzece; dosyć, że każdy prawie element fabularny znajduje odzwierciedlenie nie w książkach Tolkiena a poprzednich filmach Jacksona – który również, podobnie jak w „Drużynie Pierścienia” we własnej osobie przemierza deszczowe Bree, bezceremonialnie szamając marchewkę. Nie do końca dociera do mnie umysłowa ociężałość i warsztatowe lenistwo twórców, niezdolnych do spojrzenia na temat w bardziej oryginalny sposób. Najgorsze jest to, że taka przewidywalność wydarzeń, dialogów i zachowań postaci sprawia, że zaczyna wiać nudą i to kilkakrotnie, co w epickich epopejach fantasy ma straszniejsze skutki niż kopnięcie smoka w zadek. 

Jeśli jednak film nie nosiłby tytułu „Zamiast”, mógłbym zaproponować również „Po co?”. Nie oczekiwałem wierności książce adaptowanej, natomiast inwencja scenarzystów przyniosła masę bzdur i kompletnego zerwania wewnętrznej logiki filmu, co jest tym gorsze, że niespójny świat fantastyczny jest o wiele trudniejszy do obronienia niż nielogiczność historii osadzonych w świecie realnym. Krasnoludy które nie mogą wepchnąć się do domu Beorna (a który ten otwiera bez najmniejszego problemu), orki biegające niezauważenie po dachach Esgaroth i po, teoretycznie w pełni kontrolowanej, Mrocznej Puszczy, rozdzielenie się kompanii, berek ze Smaugiem – wszystko to powoduje, że nawet uzbrojony w wiadro sceptycyzmu zamiast popcornu miałem wrażenie, że mojej inteligencji został wymierzony siarczysty policzek, poprawiony solidnym kopniakiem bezrefleksyjnej powtarzalności o której pisałem wyżej.

A przecież nie jest koszmarnie źle, Jackson wciąż pamięta jak zauroczyć widza – wartka akcja, mistrzowsko rozgrywane potyczki, ociekająca złotem i pomysłem scenografia; to wszystko, co pamiętamy z poprzednich części w „Pustkowiach Smauga” gra na równie wysokim poziomie. Idąc znanym tropem sequeli dostajemy to samo co wcześniej tylko więcej. Chociaż w tym wypadku „to samo” bije „więcej” na głowę. 

Ale, hej, pomyślcie sobie, że trzecia część będzie dokładnie tym, czego się wszyscy spodziewają. Sauron wróci do Mordoru, Legolas zabije Bolga, Thorin zabije Azoga, Thorin zginie zabijając Azoga, Fili zginie ratując Kilego, Kili zginie ratując Tauriel a Tauriel zginie ratując ich obu. A wszystko to w trakcie najdłuższej bitwy w historii kinematografii. 

Przynajmniej do czasu kiedy Jackson nie zafunduje nam Silmarillionu. Koniecznie w trzech częściach i koniecznie z Legolasem.

Reklamy

Written by wroobel

Styczeń 5, 2014 @ 12:45 pm

Napisane w Bez kategorii

Tagged with , , ,

komentarze 2

Subscribe to comments with RSS.

  1. Nie zafunduje Silmarilionu, ani nawet Dzieci Hurina, gdyż albowiem, TE tak go nie cierpi, i to bynajmniej nie z powodu niewiernosci, że prędzej Segalowi da zekranizować te książki niż P.J.-owi.

    MumakiL

    Styczeń 6, 2014 at 7:46 pm

  2. trochę czasu minęło od premiery filmu, ale ja go właśnie obejrzałem i jako wielbiciel Tolkiena jestem naprawdę zadowolony, chociaż nie zachwycony, bo tylko obcowanie z książką ma dla mnie największą wartość. Jako uczeń szkoły średniej zaczytywałem się Tolkienem i wiedziałem, dzięki wyobraźni, jak ma wyglądać Smaug. A tu wszystko gotowe. pozdrawiam

    Maciek

    Wrzesień 11, 2014 at 7:16 am


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: