Trochę kultury. Tylko trochę.

Prawie blog. Prawie krytyczny. Prawie o filmach.

Archive for Listopad 2010

Banksy street (cz)art. Wyjście przez sklepik z pamiątkami.

with one comment

Po dłuższym namyśle, takim trwającym około trzydziestu sekund, zdecydowałem się wczoraj na wizytę w kinie, czy raczej w Kiniarnii, której, mimo uroku, do kina nieco brakuje, celem zapoznania się z debiutem jednego najbardziej enigmatycznych artystów ostatnich lat – czyli Banksy’ego.

Banksy to geniusz i fantastyczny performer. Jego murale, instalacje czy grafitti stają się legendarne zanim jeszcze wyschnie farba na ścianie. Bo co powiedzieć innego o „graficiarzu”, którego wyczynach mówi cały świat, od powieszenia własnych obrazów w Tate Britain, przez ozdabianie betlejemskiego muru po wielką wystawę w Los Angeles z zaprezentowaniem pomalowanego słonia? W całej twórczości artysty pikanterii dodaje fakt, że Banksy pozostaje człowiekiem anonimowym, wciąż działającym na granicy prawa i nierozpoznawalnym przez szersze grono odbiorców.

Jeśli mam być szczery, to trudno napisać, że Wyjście przez sklepik z pamiątkami rozpoznawalność Banksy’ego wzmacnia. Artysta idzie swoją ścieżką „wyrażenia poprzez dzieło” i konsekwentnie widzom przekazuje informację, że to, co możemy mówić o Banksym – to dyskutować tylko i wyłącznie o jego twórczości. Jest to pewien sposób na autokreację, ale zastanawiam się, czy w tym wypadku mnie przekonuje…

Ale do rzeczy: jak na debiut to Banksy pokazał sporo umiejętności w tych osiemdziesięciu siedmiu minutach projekcji. Mamy zatem próbę dokumentację zjawiska znanego jako street art; mamy film o artyście, film o sławie, film o Banksym-artyście, film o Guettcie, w końcu film o miłości do tworzenia sztuki w ogóle. Niby trochę dużo jak na jedną produkcję; jednak, o dziwo, Banksy-reżyser wcale nieźle radzi sobie z poukładaniem wszystkich wątków obok siebie…

… co nie znaczy, że radzi sobie świetnie. O ile pierwsza połowa, zaznaczona wyraźnie, przynajmniej w przypadku mojego seansu, zmianą taśmy w projektorze, jest rewelacyjną opowieścią o miłości do kamery; o tyle część druga – to sfabularyzowana i nieco naiwna opowieść o człowieku, który odnosi sukces oparty na generowaniu szumu. Nie jest to złe: jest po prostu zbyt przewidywalne i schematyczne jak na twórcę tej miary co Banksy.

Jako perfomance, opowieść o Mr Brainwashu i zilustrowanie jego wielkiej wystawy Life is beautiful, rozmachem (chociaż nie: treścią) przebija wszystko, co widziałem do tej pory, a co wyszło spod ręki Banksyego. I dopiero ta perspektywa – perspektywa wielkiej mistyfikacji – odbioru zbliża ten film do kategorii one of my favourite. Wyjście przez sklepik z pamiątkami to jeden z najbardziej postmodernistycznych filmów, jakie widziałem. Oto Banksy-reżyser sadza przed kamerą Banksy’ego-bohatera, który opowiada historię fikcyjnego twórcy który, może (lecz nie musi) być alter-ego Banksy’ego-artysty; a nawet jeśli nie, to historia Guetty służy Banksy’emu-kontestatorowi do przedstawienia szerszemu gronu odbiorców poglądów Banksy’ego-człowieka. Uff. Ale, ale – może to i w teorii pokręcone, ale przedstawione czytelnie i nawet jeśli ktoś nie ma radości z dekodowania wszystkich znaczeń filmu to i tak będzie się świetnie bawił na seansie, zarówno słuchając koszmarnego akcentu Thierry’ego i ciętych brytyjskich dowcipów Banksy’ego. Bohatera.

W pewnym momencie filmu widzimy hasło: „Banksy się skurwił”. Czy to prawda? Jak daleko może posunąć się twórca, o którego dziełach mówi cały świat, żeby nie zostać oskarżonym o zdradę ideałów? Kiedyś anonimowość Banksy’ego wynikała z potrzeby anonimowości, czy teraz to czyste pozerstwo? Czy wystawa Barely Legal, na której wernisażu zgromadziła się cała hollywoodzka śmietanka to komercja i chęć zysku, czy raczej kolejny etap zwiększenia rozpoznawalności artysty? I wreszcie: czy historia wystawy Thierry’ego Guetty to kpina z siebie samego czy smutna konstatacja na temat mecenatu współczesnej sztuki? W zasadzie pytania można mnożyć, a mimo, iż sam Banksy wprost odpowiada: „nie, nie wydaje mi się, żebym się skurwił”, i tak artysta nie sprawia wrażenia takiego, co chce zakończyć dyskusję na swój temat. Zresztą, całkiem niedawno usłyszeliśmy o artyście w kontekście trochę podrasowanej czołówce Simpsonów, czego nijak w kategoriach komercji interpretować się nie da.

A skąd tytuł? Ile osób, tyle interpretacji pewnie. Dla mnie street art to sztuka błyskawiczna: powstaje w jedną noc a dzień później może być już zlikwidowana. Zabiegane społeczeństwo nie ma czasu na podziwianie „jednorazówek” a w dużej mierze nawet nie zdąży ich zauważyć. Jeśli jednak człowiek wpadnie z impetem do sklepu z pamiątkami – bo jest skrót na Bracką, jak w Galerii Hetmańskiej w Krakowie – to jest spora szansa, że jego wzrok spocznie na byle drobnostce, która wydobędzie wspomnienia i zatrzyma delikwenta w miejscu, zanurzonego w zadumie. Może ulice też warto tak potraktować, czasem zawiesić wzrok na graffiti i docenić fakt, że mamy do czynienia z pięknym malunkiem a nie tylko informacją o żydostwie dowolnej drużyny piłkarskiej?

Może. A może nie. Skoro szukam w filmie Banksy’ego cech postmodernistycznych – to może zapomnijmy o jednorodnym znaczeniu tytułu? I skoro sam bohater mówi, że morału w tej historii nie widzi – to nie szukajmy celowości tam, gdzie jej z założenia być nie musi? Jedyna pewna rzecz w tytule jest oczywista: trzeba go zapamiętać.

Written by wroobel

Listopad 16, 2010 at 2:16 pm