Trochę kultury. Tylko trochę.

Prawie blog. Prawie krytyczny. Prawie o filmach.

Archive for Październik 2010

Szczęki spotykają cycki. Pirania 3D.

with one comment

Jak ktoś mi kiedyś powie, że ten film jest głupi i nielogiczny to z miejsca wyśmieję. Od samego początku nastawiłem się na poziom żenady sięgający mulistego dna – a dostałem sympatyczną i autoironiczną perełkę.

Tak, tak, cały czas mówię o Piranii 3D. Tego filmu nie sposób było przegapić, wszak to największe wydarzenie artystyczne wśród piranii od czasów niechlubnej Piranii 2: Latających morderców Jamesa (!) Camerona (!). A ponieważ niczego się dobrego po ichitiologicznym seansie nie spodziewałem, o tyle łatwiej zrozumieć chyba, że podobało mi się dosłownie wszystko – oprócz samego 3D.

To 3D i tą całą nieszczęsną iluzję głębi to twórcy powinni sobie wsadzić tam, gdzie nawet piranie nie dopłyną. Obraz, nie przeczę, ładny, zwłaszcza zdjęcia podwodne, ale im kamera dynamiczniejsza, tym przez 3D bardziej rozmywają się kadry. W rezultacie całej masakry, na którą tak zacierałem ręce, bardziej musiałem się domyślać i dopowiadać zamiast czerpać dziką radość z oglądania zmutowanych ryb obgryzających ponętne ciała amerykańskich nastolatków.

A propos ponętnych: wcale bym się nie zdziwił, gdyby okazało się, że na plan Piranii twórcy zaprosili większość wyrzeźbionych amerykańczyków, jakich znaleziono na tym wspaniałym kontynencie. Obrazki są jak z raju: piękne, smakowite i chętne panie wespół z równie chętnymi i zapewne równie smakowitymi panami zjeżdżają na coroczną orgię wolności i nieskrępowania nad lokalnym jeziorem. DJe, motorówki, bikini i używki. Dziwki, konserwy, wódka bez przerwy, jak mawia mój kolega. Sielanka. Szampan się leje obficie, staniki opadają prędzej niż potrzeba seksualna po orgazmie. Wszyscy są piękni, młodzi i bezdennie głupi.

… a następnie, „dziwnym trafem” otwiera się tunel do podziemnego jeziora, gdzie mieszka coś prastarego i wkurzonego. Czyli piranie…

O kurczę, po cholerę ja opowiadam fabułę? Gwoli sprawiedliwości, scenariusz wcale nie jest najgorszy, od „Szczęk” dzieli go wcale nie taka daleka droga, ale, co ważniejsze, widać od razu, że Pirania nie aspiruje do niczego więcej ponad żywot popcornowego horrorblockbustera. Bo i po co? Najważniejszy jest ubaw dla widza, a ten miałem już od pierwszej sceny filmu, w której spotykamy legendarnego pogromcę rekinów, który jednak zupełnie nie radzi sobie z urokiem tytułowej bohaterki. Ubaw tez miałem z malowniczej śmierci Eli Rotha, reżysera "Hostelu” i kumpla pana Tarantino. Zresztą, wrażenie robi cała masakra w jeziorze, w której w końcu doczekałem się odejścia od skatowanego już bezlitośnie stereotypu „dziesięciorga murzyniątek” na rzecz radosnej i nieskrępowanej rzezi totalnej. Nie wiem, na ile zamierzony to był efekt, ale dawno nie miałem takiej satysfakcji z oglądania piranii podgryzających te wszystkie opalone i wypielęgnowane ciała uśmiechniętych nastolatków. Otis Driftwood umarłby z zachwytu chyba, chociaż w jego przypadku byłaby to zapewne mściwa satysfakcja z dekonstrukcji fizycznej poprawności Ameryki. U mnie to jednak zwykła zawiść.

W ogóle, poruszony intrygującą obsadą – Elizabeth Shue, Ving Rhames, Christopher Lloyd – sprawdziłem kim jest młode pokolenie stanowiące pokarm dla pradawnych krwiożerców. Po szybkim śledztwie, muszę przyznać, tak imponującego zbioru młodych gwiazdek z filmów dla amerykańskich nastolatków, bywalców z seriali telewizyjnych oraz pornogwiazdek z .. no, pornogwiazdek, to ja jeszcze chyba w kinie nie widziałem.

Fakt, piranie są brzydkie i nierealne – who cares? Powtarzam, tak radosnej masakry jak tutaj nie widziałem już od niepamiętnych czasów. Bohaterowie to w większości tępaki, którzy albo chcą biusty macać – to ci męscy- albo je powiększać – to ci (te) ładniejsi ale, ojesusmaria, kogo to interesuje? Ten film to niewiele ponad cycki i zęby, często w niebywałej interakcji, ale jeśli takie było założenie twórców, w co nie wątpię, to efekt jest więcej niż satysfakcjonujący. A za rok czekam na Latające Piranie 3. Niekoniecznie w 3D.

Reklamy

Written by wroobel

Październik 22, 2010 at 9:33 am