Trochę kultury. Tylko trochę.

Prawie blog. Prawie krytyczny. Prawie o filmach.

Archive for Styczeń 2010

Wyznania eskapisty: o mój Boże, zakochałem się w Pandorze!

5 komentarzy

Oniemiały. To dobre słowo. Tak właśnie się czułem po wyjściu z „Avatara” Jamesa Camerona.

Po powrocie do domu poczytałem sobie kilka recenzji – kurczę, patrzę na niektóre zarzuty dotyczące wtórności i banalności fabuły to w skrytości ducha gratuluję sobie umiejętności rozróżnienia kina rozrywkowego od artystycznego. Równie dobrze można o brak oryginalności oskarżyć każdą bajkę w której – a bo ja wiem? – bohaterka ucieka przed czarownicą, rzucając za siebie grzebień, lustro i inne takie.

Po wstępie widać już chyba, że film mi się podobał. Mało tego! O mój Boże, zakochałem się w Pandorze! Co prawda, trailer nie zapowiadał cudów (chociaż marketing wokół samego trailera – już tak), ale i tak wiedziałem, że filmu nie odpuszczę – milionowa zadyma w reżyserii Camerona? Takich kąsków nie można zostawiać na talerzu. Ewentualnie można liczyć się, że taki kąsek może być ciężkostrawny – czego się zresztą spodziewałem. Dostałem perełkę.

Mnie samego dziwi mój bezkrytycyzm. Przez chwilę się zastanowiłem: czy byle fajerwerk wbija mnie w fotel? Nie, z 2012 wyszedłem zniesmaczony. Transformersów już zapomniałem. Innych ubiegłorocznych superprodukcji nie pomnę. Dla Avatara chcę sobie kupić PS3 żeby następnym razem obejrzeć go w Blue-ray’u. Są w tym filmie nielogiczności, jest banał i jest patos (którego nie znoszę), są schematy, które znamy od wieków – ja się z tym wszystkim zgadzam. Ale już od dawna, nikt mi nie sprzedał starej bajki w tak oszałamiającej oprawie jak Cameron w „Avatarze”. Dzielny kaleki marines (200 lat temu: dzielny biedny szewc) ratuje bajkowe królestwo przed złym czarownikiem (uzbrojonym w magiczny ogień) a w zamian dostaje nowe życie, królestwo i córkę króla za żonę. Bajka stara jak świat a ludzie się czepiają, że fabuła leży?) Oczywiście, że to sztampa, te wszystkie schematy, zły wojskowy, bezwzględny szef korporacji, niechętny bohaterowi brat/prawie narzeczony jego lubej, Michelle Rodriguez jako twarda_ale_do_rany_przyłóż pilotka – ale każda bajka charakteryzuje się powtarzalnością i zwielokrotnieniem symbolu, zazwyczaj po to, aby jak najbardziej wbić widzom/czytelnikom do głowy, gdzie jest miejsce Dobra a gdzie Zła i po czyjej stronie ma leżeć sympatia odbiorcy.

Wizualnie czuję się powalony na kolana. Jeśli kiedyś ktoś zastanawiał się nad znaczeniem słów „feria barw” – to niech zakłada okulary i pędzi do kina 3D. „Avatar” jest oszałamiająco kolorowy, rozbłyskujący setką świateł i zamieszkany przez pstrokate stwory. Flora i fauna Pandory; ba! – cała przyroda i geografia tej planety to pięknie kolorowane, całkiem oryginalne panoramy i stworzenia. Nie jest to może jakiś super spójny świat fantasy (chociaż ma wszelkie predyspozycje żeby takim się stać), ale wystarczająco konsekwentny żeby widz nie poczuł się ogłupiony czy zniechęcony. Natomiast wizualnie przebija chyba wszystko co widziałem do tej pory włącznie z „Między piekłem a niebem” Vincenta Warda.

A oglądanie tego filmu w okularach było (oczywiście subiektywnie) prawdziwie magicznym przeżyciem. Oglądamy historię człowieka, który przenosi się do innego, lepszego świata za pomocą technologii. Ja, jako widz, który przeniósł się do innego, lepszego świata za pomocą okularów 3D (zdejmowaliście okulary podczas seansu? jakbym gwiezdne wrota przekraczał :)) byłem wręcz urzeczony podobieństwem percepcji moim i bohatera filmu. I podobnie zawiedziony powrotem do świata „ojczystego”.

Tak więc pozachwycałem się i zupełnie nie mam ochoty obdarzyć „Avatara” krytyką, bez wątpienia zasłużoną. Tak, wkurzał mnie trening Jake’a podczas którego zachowywał się jak rasowy „ziemski” kretyn; tak, wkurzała mnie infantylna krótkowzroczność szefa korporacji, który chciał przesiedlać Na’vi; tak, taktyka wojsk Jake’a była kompletnie idiotyczna, od początku (frontalna szarża na mechy?!) do końca (dlaczego nie nastąpił zmasowany atak na jednostkę przewożącą ładunek na początku potyczki?). Ale w perspektywie calości, ja, jako fan światów alternatywnych, czułem się w pełni zaspokojony. Eskapizm, który na co dzień ukrywam gdzieś w zakamarkach umysłu, na „Avatarze” wypłynął przez gruczoły potowe a jego zapach czuję do tej pory. Ja muszę tam wrócić!

Written by wroobel

Styczeń 3, 2010 at 8:35 pm

Napisane w Prawie krytycznie

Tagged with ,