Trochę kultury. Tylko trochę.

Prawie blog. Prawie krytyczny. Prawie o filmach.

Archive for Styczeń 2009

Wracam z buta. Abstrakcja.

with one comment

I wtedy, niczym łopata z jasnego nieba, spada na ziemię fioletowym blaskiem świecący kormoran.

Kormoran? Moran który mówi „Kor”, spytacie? Otóż nie, myślałem raczej o zjawisku astronomicznym nie opisanym naukowo ani tym bardziej klasowo. Zjawisko to, niezależnie od opcji politycznej, wyznania i koloru obuwia jest pojęciem czysto teoretycznym, podobnie zresztą jak zjawisko spadania niczym łopata z jasnego nieba. Kiedy zachodzi? Nie, nie przy zachodzie słońca i nie przy ciąży; to zupełnie nowy sposób zachodzenia, nieuwarunkowany warunkami nieuwarunkowania. Tyle tytułem wstępu, ważne, że wszyscy mnie zrozumieli.

Kormoran leci

(leeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeecibum)

i uderza o ziemię. Nie tak, żeby się zabić albo nawet zabić kogoś, dajmy na to panią z warzywniaka, po prostu sikiem parabolicznym, z przyspieszeniem równym własnej masie (a może to masa indiańskiego szamana?), jego celem jest ziemia, która z natury celu nie posiada, jednak kormoranowi to nie przeszkadza, o nie, czuje się (on) uderzony o ziemię a nawet bardziej, mniej więcej tak, jakby oberwał młotkiem do zbijania karmników, ale od dołu, chociaż, paradoksalnie, został (on) uderzon od dzioba, czyli od góry. Chaos kosmosu jest, jak widać, nie do ogarnięcia. Nawet ogarnięty jest nieogarnięty, jego jestestwem jest nieogarnięcie wynikające z jego nieogarniętego jestestwa, przekłada się to zwłaszcza na kormorany i ich wzloty a nawet upadki. Zwłaszcza upadki.

Kormoran uderzony od dołu czyli od góry sprawia wrażenie nieogarniętego, stłamszonego swoim upadkiem, tak jakby upadek miał wpływ na jego ego a może nawet oba. Kręci się, kołuje, śpiewa zapomnianą piosenkę o spadających z nieba kormoranach, ten cykl determinuje chwilę upadku, determinuje jego fioletowość, także wpływa na aborcyjne poglądy następnego papieża, który przecież nie wie, że papieżem zostanie. A może wie? A może już to przeżył? A może wie, że będzie, bo kiedyś już to widział, gdzieś tam, w reminescencji przyszłości, ale zapomniał, że wie bo takie są prawa kosmosu? A może to kormoran będzie papieżem? W końcu, nie bez powodu jest w kolorach adwentu. I jeszcze błyszczy.

Zostawmy jednak świetlistą przyszłość kormorana i skupmy się na wyraźnej chwili obecnej. Kormoran zdaje sobie sprawę z logiki kosmosu, wie, że tradycją fioletowym blaskiem świecących kormoranów jest spadanie niczym łopata z jasnego nieba, najlepiej na nas. Wie, jaka jest jego przyszłość, rozmyślania o byciu papieżem, uderzenie od góry czyli od dołu i widok zagadkowego znaku na ziemi, na tej ziemi na ktorą wpada i dziobem, jakby oberwał młotkiem do zbijania karmników, uderza. Znak zagadkowy ma wygląd internetowego bannera na którego tak usilnie oczekuje narrator, jest równie świecący i fioletowy jak kormoran. Znak zagadkowy jest kluczem do interpretacji wyjścia, tego zagadkowego działania, powodującego zagadkowe przemieszczanie się narratora w zagadkową stronę słońca, w stronę domu. Klucz otwiera drzwi, drzwi ukazują wyjście. Drzwi są zamkniete.

Kormoran chwiejnie podrywa się do lotu. Leniwie rozpędza się, rozgląda na boki, na kąty, na płaszczyzny, których umysł kormorana nie ogarnia. To jednak nie umysł kormorana odpowiada za podrywanie się do lotu, tak jak nie odpowiada za podrywanie kormoranek płci żeńskiej oraz każdej innej. Kormoran ma skrzydła, chociaż, jako zjawisko jest mało materialny i kormoran i skrzydła. Kiedy jednak niematerialny kormoran, rozpatrywany fenomenologicznie spotka niematerialne skrzydła, rozpatrywane w teorii ontologicznej, jest szansa, że wzniosą się wspólnie w powietrze. Tak się działo wcześniej i tak dzieje się i tym razem, kiedy niematerialne ontologicznie skrzydła podrywają niematerialnego fenomenologicznie kormorana do lotu. Leniwie rozpędza się ale już nie rozgląda i leci w górę rozpoczynając krążenie. Krąży krew i krąży kormoran, fioletowym blaskiem oświetlając zagadkowy znak o wyglądzie internetowego bannera.

Mija chwila. Czym jest chwila dla wszechświata i kormorana, nawet jeśli trwa więcej niż chwilę? Kormorany patrzyły na Początek i będą patrzyły na Koniec, kiedy nie będzie już wszechświata, papieży i młotków do zbijania karmników. Czy to aby nie był ruch? Czy klucz do interpretacji wyjścia tak jakby się nie przekręcił? Czy spod otwierających się drzwi nie spoziera nowy wszechświat, nowy klucz do zinterpretowanego wyjścia? Kormoran niczym fioletowa strzała uderza w drzwi, przelatuje przez znak zagadkowy o wyglądzie internetowego bannera i doznaje tak często opisywanego przez poetów uczucia beznadziei i strachu przed rachunkiem za światlo. Po drugiej stronie kormoran odnajduje wszechświat lustrzany, z podobną wielowymiarowością, żąglującym indiańskim szamanem i malarskim młotkiem do zbijania karmników. Klucz do interpretacji wyjścia jest zreinterpretowanym kluczem do interpretacji wejścia a zagadkowy znak wciąż ma wygląd internetowego bannera. Kątem oka, bokiem siatkówki i płaszczyzną źrenicy kormoran dostrzega wymykającego się chyłkiem narratora, który skorzystał z klucza do interpretacji wyjścia i pędzi co sił w zagadkową stronę słońca, w stronę domu. Kormoran chce wrócić, zdążyć przelecieć przez zinterpretowane wyjście, rozpędza się i gna w dól, który prawdopodobnie jest górą, chociaż tego nie wiem ani kormoran, ani papież, ani narrator, ale to wyjście jest już zreinterpretowane, już jest zamknięte a został po nim jedynie zagadkowy znak o wyglądzie internetowego bannera. Narrator zniknął i wszechświat, w którego lustrzanym odbiciu znalazł się kormoran fioletowym blaskiem świecący, zniknął, zamknął się na wieki, a przynajmniej do następnego akapitu. Kormorany jednak nie umieją hamować.

I wtedy, niczym łopata z jasnego nieba, spada na ziemię fioletowym blaskiem świecący kormoran.

Reklamy

Written by wroobel

Styczeń 14, 2009 at 1:14 pm

Napisane w Prawie poetycko