Trochę kultury. Tylko trochę.

Prawie blog. Prawie krytyczny. Prawie o filmach.

Szkoła strachu. “Paranormal Activity”.

z 4 uwagami

Na początek definicja. Kto chce, niech pominie.

Horror (łac. groza, strach), fantastyka grozy – odmiana fantastyki polegająca na budowaniu świata przedstawionego na wzór rzeczywistości i praw nią rządzących po to, aby wprowadzić w jego obręb zjawiska kwestionujące te prawa i nie dające się wytłumaczyć bez odwoływania się do zjawisk nadprzyrodzonych. Zadaniem horroru jest wywołanie lęku i niepokoju u odbiorcy utworu. Pojawiające się w świecie utworu zjawiska fantastyczne podważają ustalone na początku i akceptowane przez bohaterów prawa świata. Różnica między horrorem a thrillerem polega na tym, że w thrillerze zagrożenie ma charakter realny (np. przestępca, epidemia).

źródło: Wikipedia, a jakże

Idąc powyższym tropem – a jest mi to niezmiernie po drodze – powrót do prawdziwego horroru to prawdziwa rzadkość. Slashery wszelakie, pełne zdeformowanych ludzi, zwyrodniałych rodzin czy wygłupiających się nastolatków to, okazuje się, nie są horrory jako takie. A nie piszę tak dlatego, że chcę zdeprecjonować ich pozycję a raczej wykazać różnice między horroru formą oryginalną a nabytą (czy raczej: zaadaptowaną).

Po co to analityczne wydumanie? Przedwczoraj w końcu trafiłem na “Paranormal Activity” i, wbrew zdaniu naprawdę wielu osób, jestem pod wielkim wrażeniem. Ok, przez kilka pierwszych minut miałem wrażenie, że zanurzę się za głęboko w fotelu i zasnę – ale to wrażenie minęło bardzo szybko. Siadłem wpatrzony w ekran i oniemiałem.

Na dobrą sprawę, dalej jestem pod wrażeniem, i to nie przedstawionej historii, ale raczej tego, że dwójka nieznanych aktorów plus w większości statyczna kamera ustawiona na komodzie jest w stanie obudzić we mnie instynkty, które, zdawało się, usnęły na dobre w czasach makabreskowej znieczulicy.

Tak, zawsze można napisać: “… ale to wszystko było w “Blair Witch Project“. Nie, nie było. Historia poszukiwania czarownicy z Blair rozgrywa się w mrocznym lesie na mrocznym odludziu. “Paranormal Activity” to atak na stateczne życie w schludnym domku na przedmieściach Filadelfii. Młode małżeństwo, ona z tych uczonych, on – z tych zarabiających. Czasem wyskoczą na imprezę, znajomi czasem też się zjawią, generalnie sielanka. Ale dom chyba trochę nawiedzony. Więc mąż kupuje kamerę i biega z nią po całym domu, robiąc przymiarki do rejestrowania duchów. I demonów.

Nadchodzi noc. Kamera na komodzie leży, rejestruje śpiącą parę i trochę przedpokoju. I cisza. Para śpi, w prawym dolnym rogu kadru czas nieubłaganie biegnie ku kolejnemu dniu. Nadchodzi godzina trzecia…

… i ja już nic nie piszę, oddaję się lękom pierwotnym. Kto chce zobaczyć, co się dzieje o trzeciej w nocy w domu bohaterów – niech pędzi do kina. Ja osobiście nie pamiętam, żeby mi tak serce wyskakiwało z piersi przy statycznym kadrze obejmującym dwójkę śpiących ludzi.

Podobno – a przeczytałem o tym ostatnio – miłośników horrorów można podzielić na dwie szkoły: szkołę “Piły” (acz krzywdzące to w stosunku do pierwszej części) i szkołę “Blair Witch Project”. Jedni wolą zaskakiwanie i odrażające rytuały, które wykonują – lub którym są poddawani – bohaterowie owych filmów; inni – w tym ja – wolą masochistyczne poddawanie się lękom abstrakcyjnym. Niewidocznym. Nieukazanym. Fragmentarycznym.

Umysł ludzki działa tak, że czego nie widzi – to sobie dopowie. A to co sobie dopowiada – zwykle jest po stokroć wyolbrzymione. Potwory, których nie widać; które poznajemy zaledwie po kawałkach skóry, kończyny i innych takich, są znacznie ciekawsze dla “widza obcowania”. Im mniej widać, tym jest straszniej. W “Paranormal Activity” widać… no właśnie: widać, czy nie widać? Wymijająco: widać tyle ile trzeba żeby porządnie się przestraszyć. A, o ile mnie pamięć nie myli – o to chodzi w horrorach?

Written by wroobel

Listopad 27, 2009 @ 8:19 pm

Odpowiedzi: 4

Subscribe to comments with RSS.

  1. Powiedz mi, dobry człowieku, pewną rzecz – czy w “Paranormal” są “twarze” duchów? Wiem, że to może być troszkę spoilerowate, aczkolwiek zależy mi na obejrzeniu tego filmu, a jestem chora na punkcie krzyczących, wykrzywionych twarzy i takich tam nagłych przebitek na straszne rzeczy i potem nie mogę zupełnie spać tygodniami, więc muszę wiedzień, czy są, czy nie, bo od tego zależy, czy wyrobię psychicznie przy filmie, czy też lepiej sobie odpuścić.

    Dlatego podobał mi się Blair, cholernie podobał, bo tam jest taki właśnie strach czysty. Bez flaków i potworów pokazanych wprost. Boję się, ale tak statycznie, tak realnie, natomiast nie dostaję zawału, gdy nagle, z przysłowiowej “dupy” coś mi wyskakuje.

    A. Loobeensky

    Styczeń 25, 2010 at 7:49 pm

  2. A zatem polecam “PA”! Bez flaków, bez potworów, to co masz na ekranie to zaledwie strzępki informacji: skrzypienie schodów, cień postaci w świetle księżyca, powiew prześcieradła. Wystarczająco przerażające. “Twarzy” duchów raczej nie uświadczysz, nie ma też montażu z przebitkami – uwierz, nie jest to potrzebne.

    Czekam na relację z filmu! :)

    wroobel

    Styczeń 26, 2010 at 5:45 pm

  3. Ach! Cudownie! Od Blaira czekałam na coś takiego! :D

    A. Loobeensky

    Styczeń 27, 2010 at 10:17 am

  4. [...] pseudodokumetalnej opowieści w której „nic się nie dzieje”. Figa! Po czarownicach i demonach, których do tej pory nikt nie widział, troll wbiega na arenę zdarzeń w tempie bolidu Roberta [...]


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.